Więzień w kajdankach strzelił sobie w plecy. Prokuratura bada sprawę, a rodzina nie dowierza

0
93005

Do budzącego wiele wątpliwości zdarzenia doszło w poniedziałkowy wieczór w Lipsku (woj. mazowieckie). Funkcjonariusze z tamtejszej komendy pojechali do domu Łukasza K. (23 l.) . Mężczyzna odbywał karę ośmiu miesięcy więzienia za kierowanie pojazdów mechanicznych pod wpływem alkoholu.

Mężczyzna w czasie odbywania kary pracował również społecznie i w poniedziałek nie stawił się powtórnie do zakładu. Osadzony poszedł po prostu do domu, do matki.

Zachowanie mężczyzny zostało potraktowane jak ucieczka od odbywania kary. Funkcjonariusze Lipskiej policji zgodnie z procedurami udali się w pierwszej kolejności pod adres Łukasza w celu sprawdzenia, czy tam nie przebywa. Po przybyciu mężczyzna został zatrzymany i skuty w kajdanki. Transportujący go policjanci zeznali, że kilkadziesiąt metrów przed komisariatem, na zakręcie mężczyzna ten przechylił się i wyciągnął funkcjonariuszowi z 22-letnim stażem broń, po czym oddał sam sobie strzał w plecy. Nie udało się go uratować.

Sprawę bada obecnie prokuratura i wydział wewnętrzny policji. Funkcjonariusze uczestniczący w wypadku są w szoku i trafili pod opiekę psychologa.

Wiele wątpliwości budzi sposób, w jaki mężczyzna oddał strzał i jak operował bronią. Mając ręce z tyłu tułowia zakute w kajdanki, zdołał wyjąć funkcjonariuszowi niepostrzeżenie broń z zabezpieczonej kabury i ustawić skrępowanymi dłońmi tak wysoko broń, że oddał strzał samobójczy w plecy.

Postanowiliśmy spytać eksperta, czy taka możliwość istnieje, oto odpowiedź:

Ciężko jest mi wyobrazić sobie sytuację, gdzie mężczyzna z ograniczonymi przez kajdanki rękoma oddaje sobie strzał w plecy. Kiedy mamy dłonie z tyłu i trzymamy broń, to w momencie, w którym chcemy ułożyć broń do strzału, nasze nadgarstki znacząco się od siebie oddalają, a w tym konkretnym przypadku takiej sytuacji nie mogło być ze względu na kajdanki. Również pociągnięcie za spust jest praktycznie niewykonalne, chyba że denat miał palca trzykrotnie krótszego niż u normalnego człowieka, to wtedy jestem w stanie uwierzyć w taką sytuację. Kwestie wyciągnięcia broni nawet nie skomentuje, jeśli nie była odpowiednio zabezpieczona to rażące niedociągnięcie ze strony policjanta. Dziecko na festynie też by mu mogło tę broń wyciągnąć? 

Rodzina zmarłego też nie może uwierzyć w to, co się stało. – „Nic mi nie zwróci syna. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło dojść do tak nieprawdopodobnego wypadku. Ta sprawa musi zostać niezwłocznie wyjaśniona” – kwituje załamana matka Łukasza.

 

Tomasz Wysomierski / ŚLEDCZY24.pl