Sensacyjne doniesienia ws. śmierci Magdaleny Żuk. Zgwałcono ja i jej ciało wyrzucono z okna?

0
11797

Chociaż od śmierci Magdaleny Żuk minęły już ponad dwa lata, to rodzina kobiety wciąż nie wie, jak zmarła 27-latka. Najnowszych doniesień w sprawie dostarczyło śledztwo dziennikarzy „Interwencji”, którzy dotarli do wyników badania tomograficznego.


Dziennikarze polsatowskiej „Interwencji” widzieli wyniki badania tomograficznego przeprowadzonego po śmierci Magdaleny Żuk. Fakt, że 27-latka miała obrażenia tylko po jednej stronie ciała, zinterpretował Marcin Popowski, który pracuje jako prywatny detektyw i analityk. – Obrażenia wydają się dość dziwne i nietypowe, jeżeli chodzi o skok samobójcy, bo ciało władne raczej uderzyłoby zupełnie inaczej. Przeważnie w przypadku samobójców może zadziałać instynkt samozachowawczy i raczej taka osoba skacze na nogi. Wtedy dochodzi do uszkodzeń nóg, miednica jest popękana, często wbijają się kończyny w część brzuszną i dochodzi do zupełnie innych i ciężkich obrażeń – stwierdził Popowski. – W tym przypadku obrażenia wskazują, że ciało zostało wyrzucone z okna, ewentualnie było zupełnie bezwładne – dodał. Siostra Magdaleny Żuk wyjaśniła z kolei, że 27-latka miała także inne urazy, ale obrażenia wystąpiły przede wszystkim po lewej stronie ciała.

Rodzina Polki udostępniła dziennikarzom także raport toksykologiczny z którego wynika, że Magdalena Żuk miała we krwi narkotyki z grupy Khat, działające podobnie jak tabletki ecstasy. – Przez dłuższy czas musiały być jej podawane te narkotyki. Ona miała takie stany, że raz była spokojna, wyciszona, a nagle silna, jak widzimy na nagraniach ze szpitala, że biegnie, chce uciekać. Myślę, że jej organizm nie zadziałał tak, jak oni chcieli – powiedziała Anna Cieślińska, siostra 27-latki.

Bliscy Magdaleny Żuk poinformowali o jeszcze jednym tropie wskazującym, że kobieta mogła paść ofiarą przestępstwa. – W raporcie z tego, co znaleziono w telefonie Magdy, są lokalizacje: cały jej pobyt odkąd wyleciała, do samej śmierci. Lokalizacje się wszystkie zgadzają, jedna z nich wskazuje, że Magda była na morzu. Pierwszego dnia ta lokalizacja jest. Na pewno nie pływała z telefonem. Musiała być na jakiejś łódce albo jachcie – przekazała Cieślińska. Dane z raportu wskazują, że dzień po przyjeździe do Egiptu telefon Magdaleny Żuk znajdował się około 20 km od lądu.


Co w takim razie stało się z Polką? Cieślińska powiedziała w rozmowie z dziennikarzami, że organizm jej siostry prawdopodobnie źle zareagował na to, „co jej podano”, a 27-latka za dużo pamiętała. – Dla nich nie byłaby to komfortowa sytuacja, gdyby pamiętała i wniosła to na policję jako oskarżenie. Chcieli się zabawić z fajną, młodą, piękną kobietą, a ona miała nie pamiętać – podsumowała siostra zmarłej.

Sprawą Magdaleny Żuk w 2017 roku żyła cała Polska. 27-letnia kobieta miała jechać do Egiptu ze swoim partnerem, ostatecznie jednak pojechała sama. Po dwóch dniach partnera kobiety zaniepokoiło jej zachowanie i w porozumieniu z touroperatorem zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety, trafiła ona do miejscowego szpitala. W tym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że jest w ciężkim stanie. Kilka godzin później Magdalena Żuk zmarła, rzekomo w wyniku obrażeń doznanych na skutek upadku z wysokości, z pierwszego lub drugiego piętra szpitala.


W ramach śledztwa prokurator zwrócił się do strony egipskiej o pomoc prawną. Chodziło m.in. o przesłuchanie świadków (pracowników hoteli, personelu placówek medycznych) oraz uzyskanie dokumentów istotnych z punktu widzenia śledztwa, w tym badań toksykologicznych i wyników z sekcji zwłok.
Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazali w opinii z 30 sierpnia 2017 roku, że zmiany urazowe świadczą, że przyczyną zgonu był upadek z wysokości. Nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.

Zródło: wprost