Ścigali go, wyzywali, w końcu pchnęli na autobus. Za śmierć rowerzysty zostaną w więzieniu

0
892

Najpierw go wyzywali, potem ścigali. Na koniec dostał cios w głowę, po którym wpadł na autobus. Nie miał szans. Zginął. We wtorek Sąd Najwyższy oddalił kasacje obrońców trzech mężczyzn skazanych na więzienie za śmierć 31-letniego rowerzysty. W listopadzie zeszłego roku sąd apelacyjny prawomocnie skazał na osiem lat więzienia Konrada B. za pobicie i nieumyślne spowodowanie śmierci 31-letniego Piotra Królika. 

Zakratki, na cztery lata, trafił też Łukasz G., który tragicznego dnia razem z Konradem B. wybiegł z samochodu i próbował złapać jadącego 31-latka. Sąd uznał, że działał w porozumieniu z Konradem B. i również ponosi odpowiedzialność za nieumyślne spowodowanie śmierci 31-latka. Najniższy wyrok, dwa lata więzienia, dostał 20-letni Kamil K., który tragicznego dnia siedział za kierownicą auta.

Zdaniem sądu ułatwił on wykonanie przestępstwa swoim kolegom. Ich obrońcy wnieśli kasacje do Sądu Najwyższego. – Sąd Najwyższy postanowił oddalić wszystkie kasacje obrońców, jako oczywiście bezzasadne – poinformował tvn24.pl Krzysztof Michałowski z biura prasowego SN. Śmierć w centrum miasta Piotr, 31-letni rowerzysta jechał w grudniu 2014 roku rowerem do pracy. Tuż przed godz. 14 drogę zajechał mu 20-latek, który swoim samochodem zawracał w miejscu, w którym nie było to dozwolone.

Tak zaczął się ciąg zdarzeń, który doprowadził do tragicznej śmierci rowerzysty. Pomiędzy Piotrem a 20-letnim kierowcą samochodu osobowego doszło do wymiany zdań. Po chwili rowerzysta pojechał dalej. Za kierownicą samochodu był 20-letni Kamil K. Mimo młodego wieku był już wcześniej karany. Tego dnia przyjechał po dwóch znajomych – Konrada B. (też był już wcześniej karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu) i Łukasza G. Wszyscy nie mieli pracy, utrzymywali się z prac dorywczych.

We trzech ruszyli za 31-latkiem. Świadkowie opowiadali potem, że osoby z samochodu wykrzykiwały m.in.: „jeszcze cię dopadniemy”. Piotr skręcił na swoim rowerze w ulicę Nawrockiego – jedną z najbardziej ruchliwych w Pabianicach. Samochód osobowy go wyprzedził. 20-latek zaparkował auto, a jego dwaj koledzy czekali na Piotra przy krawędzi jezdni. – Pierwszy stał 28-latek, który próbował złapać przejeżdżającego rowerzystę za ubranie, nie udało mu się.

Wtedy podbiegł 25-latek, który zadał cios w głowę 31-latka – informowali w akcie oskarżenia śledczy. Siła uderzenia była bardzo duża. Piotr wybił głową szybę przejeżdżającego z naprzeciwka autobusu. Obrażenia były na tyle rozległe, że zginął na miejscu. Wielu świadków zdarzenia Mężczyźni, którzy gonili rowerzystę, uciekli z miejsca zdarzenia. Dzień później na policję zgłosił się 20-letni kierowca samochodu. Niedługo potem na komendę w Pabianicach przyszli dwaj inni uczestnicy zdarzenia.

Prokuratorzy uznali, że 25-latek dopuścił się zbrodni zabójstwa. – Zadając cios na ruchliwej ulicy, widząc przejeżdżający obok autobus godził się na to, że może doprowadzić do śmierci – tłumaczył Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury tuż po tym, jak akt oskarżenia trafił do sądu. Żaden z podejrzanych nie przyznał się w czasie procesu do winy. Podejrzany o zabójstwo tłumaczył, że „chciał tylko złapać rowerzystę” i nie zadawał żadnego ciosu. Jego 28-letni kolega też nie widział uderzenia, tylko „gwałtowny obrót kolegi o 90 stopni”.Siedzący za kierownicą 20-latek mówił, że wykonywał polecenia kolegów i nie widział nawet, że uczestniczy w pogoni za rowerzystą.

Autor: bż/gp / Źródło: TVN24 Łódź