Upokorzyli, każąc jeść karmę dla psa i zwierzęce odchody. Bili, potem próbowali zgwałcić

0
1579



Niedziela. Jak co tydzień Patryk wybrał się z kolegą do kościoła na poranną mszę. Chodził rano, tak by mieć potem cały dzień dla siebie. Wracał do domu, w głowie miał plan co będzie robił. Nagle zobaczył ich… Zrobiło mu się ciemno przed oczami. Patryk to szczupły, skulony w sobie 14-latek. Na pierwszy rzut oka typ ofiary, sprawia wrażenie jakby chciał uciec przed wszystkimi. Wstydzi się, kiedy rozmawia nie patrzy w oczy, wycofuje z każdego stanowczego słowa. Ci silniejsi doskonale ten strach wyczuwali. Nie raz dostał, wielokrotnie oddawał kieszonkowe, by tylko dali mu spokój. – Upokorzyli mnie, sprawili, że poczułem się jak zero.

Z resztą od dawna żyłem w przekonaniu, że jestem beznadziejny. Nic mi się w życiu nie udaje – chłopak mówi cicho, nawiązując do tragedii jaka go spotkała. – Mówili, że na odległość śmierdzę strachem i że za słaby jestem, żeby się komuś poskarżyć – dodaje. Patryk nigdy nie skarżył się. Nie miał w sobie siły, by powiedzieć na przykład nauczycielom, że ktoś go krzywdzi. Wolał omijać dorosłych szerokim łukiem a to wszystko przez to, że miał problemy z nauką. Rodzice byli po rozwodzie. Mama wyjechała za granicę. Pod ręką była ukochana babcia, ale wnuk nie chciał jej martwić swoimi problemami. Złamał się dopiero w dniu, którego jak mówi nie zapomni do końca życia… Krzysiek nazywany też Harrym to 20-latek, który przestępował już kilka razy drogę Patrykowi, wymuszając na nim oddanie drobnych na papierosy. I tym razem zapytał: – Masz jakąś kasę? Działo się to przed bramą, gdzie mieszkał Krzysiek. Był z dwoma kolegami.

Nagle złapali Patryka pod ramiona i zaprowadzili do środka. Zażądali by dwaj koledzy z klasy 14-latka też tam poszli. Chłopcy byli przerażeni, ale potulnie weszli do środka i stali się świadkami całego okrucieństwa, które się tam rozegrało. Nie mieli siły, by stanąć w obronie Patryka, stali więc i patrzyli. Oprawcy zaczęli mówić, że jest nieudacznikiem i że nauczą go, jak być prawdziwym facetem. Najpierw zmusili do picia przyprawy do zup. Patryk spróbował, ale odstawił butelkę i powiedział cicho, że tego nie zrobi. Wtedy usłyszał rozkaz, że ma zjeść pokarm dla psa. Chłopak miał nadzieję, że to tylko głupia zabawa. Nie śmiał się jednak, był przerażony. Gdy odmówił, dostał kijem od miotły po nogach i po plecach. Bolało. Usiadł przy stole i zaczął wkładać do ust kawałki suchej karmy. Zrobiło mu się niedobrze, prosił by przestali. Ale oni dopiero się rozkręcali. W pewnym momencie przynieśli na szufelce psie odchody. Podsunęli chłopakowi pod twarz i zażądali by je zjadł. Patryk zaczął płakać. Błagał by dali mu spokój. Jak się okazało to był dopiero początek koszmaru. Harry powiedział: – A może cię „rozcwelimy”, co? 14-latek został rzucony na łóżko. Oprawcy zaczęli z niego ściągać spodnie. Harry rozebrał się i zaczął dotykać swoim członkiem jego twarzy. Pozostali śmiali się, robiąc zdjęcia telefonami, szydząc przy tym jaką jest ciotą i że wszyscy to zobaczą. Chłopiec czuł potworny wstyd i upokorzenie. Chciał zniknąć. Nagle popłynęła mu krew z nosa. Jej widok jakby otrzeźwił zwyrodnialców.



Harry zszedł z niego, kazał mu się ubrać i wyjść. Patryk wrócił do domu. Miał czarne myśli. Tego dnia był u nich wujek, którego chłopak lubił. Powiedział mu co się wydarzyło. Następnego dnia poszli z tym na policję. Kilka tygodni później Krzysztof G., Mateusz K. i Łukasz G. trafili do aresztu, a prokuratura postawiła im zarzut znęcania i próby gwałtu. Do świdnickiego Sądu Okręgowego trafił akt oskarżenia. Podczas rozpraw oprawcy wyrażali skruchę, tłumaczyli, że to dla zabawy, że nie chcieli chłopakowi zrobić krzywdy. Sąd biorąc pod uwagę te okoliczności skazał Krzysztofa G. na dwa lata więzienia, a jego dwóch kolegów na rok i dwa miesiące pozbawienia wolności. – Oskarżeni mieli ogromną przewagę siłową nad małoletnią ofiarą, a mimo to znęcali się nad nią, upodlili i usiłowali zgwałcić, co zasługuje na potępienie – uzasadniał wyrok Wiesław Pędziwiatr z Sądu Okręgowego w Świdnicy. – Mimo tej przewagi siłowej odstąpili jednak w końcu od dalszego znęcania i od gwałtu, choć mogli to zrobić. To znaczy, że w końcu wykazali się jakąś pozytywną oceną moralną całej sytuacji, być może to dlatego, że ruszyło ich sumienie, zrobiło im się żal ofiary. – Nie mnie oceniać czy to wyrok surowy czy nie – komentuje orzeczenie sądu babcia Patryka. – Wiem jedno, żadna kara nie zrekompensuje krzywdy, jaką zrobili mojemu wnukowi. A my chcemy jak najszybciej o tym zapomnieć, nie rozmawiać już o tym, wyrzucić to z pamięci, tak będzie lepiej dla wszystkich, a przede wszystkim dla Patryka.