Przesłuchano poparzonego pracownika escape roomu. Czuł ulatniający się gaz

0
1108



O pożarze, do jakiego doszło w escape roomie, było już głośno w całej Polsce, gdzie popularna rozrywka przekształciła się w prawdziwą tragedię. Teraz prokuratura przesłuchała poszkodowanego pracownika escape roomu, który był na zmianie, gdy doszło do wypadku.

Poparzony 25-latek złożył zeznania w charakterze poszkodowanego. Jak twierdzi, gdy wybuch pożar próbował odblokować wyjście z pokoju gier, gdzie znajdowały się nastolatki. Dziewczyny poszły tam w ramach urodzinowej rozrywki. Julia P. z Koszalina, która obchodziła swoje szesnaste urodziny, zabrała do escape roomu także cztery przyjaciółki. Wszystkie zginęły, na skutek zatrucia tlenkiem węgla.

– Stwierdził, że jedna z butli wydaje jakieś dziwne odgłosy, podszedł do niej, próbował dociec, co się stało. Próbował tę butlę zakręcić. Nic to nie dało. Jednocześnie gwałtownie, jak stwierdził, zaczął już rozprzestrzeniać się ogień. Po prostu opary gazu, które znajdowały się w pomieszczeniu, zapaliły się. To automatycznie doprowadziło do tego, że sam już miał pierwsze obrażenia ciała- mówił Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.



O niedopilnowanie bezpieczeństwa i doprowadzenie do tragedii oskarżony został 28-letni Miłoszowi S. Postawiono mu zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie oraz nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu dziewcząt. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności. Miłosz S. nie przyznaje się do winy.