Dzieciobójczyni z Ciecierzyna: Noworodek złapał mnie za palec, a później go zabiłam

0
9950



Ruszył proces Aleksandry J. (27l), która zamordowała czwórkę swoich dzieci. Zeznania kobiety są tak wstrząsające, że włos jeży się na głowie! Wyrodna matka przyznaje się do zabójstw, ale winą obarcza swojego konkubenta.

Aleksandra J. przed sądem w Opolu łkała, że nie chciała skrzywdzić swoich nowo narodzonych dzieci. Tłumaczyła, że zabijała, bo bała się swojego konkubenta, Dawida W. Twierdziła, że mężczyzna wiele razy mówił jej, że jeśli urodzi kolejne dziecko, to zabierze jej ich syna Daniela, a ją wyrzuci z domu.

Dawid W. jest również oskarżony w tej sprawie – o pomocnictwo w zbrodni. Ale mężczyzna twierdzi, że nie wiedział o ciążach partnerki i że ta kłamie, próbując przerzucić na niego całą odpowiedzialność.

Sąd odczytał zeznania kobiety, które złożyła w śledztwie. Są przerażające! Aleksandra J. mówiła m.in., że jedno z dzieci wsadziła do worka i zaniosła do szopy przy domu. Inne, jak pamięta, tuż po urodzeniu złapało ją za palec. Rozpłakała się wtedy i zaczęła je przepraszać za to, że musi zabić. Zwyrodniała matka w śledztwie mówiła takie rzeczy, że aż nie mieszczą się w głowie! Np. o tym, że zakopała dziecko pod jabłonią, bo… lubi jabłka i te przypominałyby jej o dziecku, które zamordowała!

Zarówno Aleksandrze J. jak i Dawidowi W. grozi dożywotnie więzienie.


Przypomnijmy, że sprawa wyszła na jaw w ubiegłym roku. Kobieta wraz z partnerem i synem mieszkali w Ciecierzynie, niewielkiej wsi w Opolskiem. O tym, że coś złego może się tam dziać, służby dowiedziały się od sąsiadów. Ci bowiem widzieli, że kobieta była w ciąży, a później, na pytania „gdzie jest dziecko” odpowiadała w różny sposób. Raz, że w ogóle w ciąży nie była, innym razem, że zostawiła potomka w szpitalu, żeby ktoś adoptował maleństwo.

Szybko okazało się, jaka jest prawda. Policja na terenie posesji znalazła zwłoki czterech dzidziusiów. Jedno z dzieci było schowane w piecu… Wiadomo, że dzieci przychodziły na świat od 2013 do 2018 roku. Wszystkie urodziły się żywe…

Zródło: se.pl